czwartek, 7 kwietnia 2016

PIĘĆ POWODÓW, PRZEZ KTÓRE CIĘ NIENAWIDZĘ



– Iwa-chan, ty podły durniu! – Tooru sapnął głośno i zakończył połączenie, zbulwersowany nieadekwatną do sytuacji postawą przyjaciela. Czarnowłosy zignorował go, najzwyczajniej w świecie odłożył wspólne, męskie zakupy, tłumacząc się grypą żołądkową, bólem głowy, rzeżączką i chuj wie czym jeszcze. Zapatrzony tylko w siebie, egoistyczny dupek.
Czarę goryczy przelał sms, który Oikawa dostał dosłownie sekundę po skończonej rozmowie.

Pójdziemy za tydzień.

Tooru wstał gwałtownie, rzucił smartfona w białą pościel i sięgnął na półkę, z której wyciągnął bladoróżową papeterię. Jeżeli Hajime złudnie wierzył w to, że Oikawa przełknie jakoś tę niesatysfakcjonującą, nagłą zmianę planów, grubo się mylił.
Sfrustrowany szatyn zaczął kreślić długopisem po kartce, a nijakie linie z czasem uformowały się w coś na kształt twarzy. Otoczona czarnymi kosmykami facjata nie tylko należała do Hajime, ale była też zdecydowanie brzydsza niż w rzeczywistości. Rozgrywający z radością pozwolił sobie dorysować czerwonym mazakiem dwa pryszcze na czole przyjaciela, po czym zapisał pierwsze słowa, które przyszły mu do głowy.

1. Iwa-chan, jesteś skończonym chujem.

Po chwili namysłu przekreślił zdanie, by przepisać je jeszcze raz, dodając mały bonus w postaci kilku słów.

1. Iwa-chan, jesteś skończonym chujem, którego nikt nie lubi.

Oikawa od zawsze lubił koloryzować. Mało tego! Nie potrafił potwierdzić sam przed sobą czegoś, co w głębi ducha doskonale wiedział - tego, że Hajime miał pozycję. Ba, gdyby tylko - Tooru nie powinien kłamać w żywe oczy i przyznać, że przyjaciel posiadał również fejm, szacunek drużyny i gamę unikatowych zdolności.
Jedną z nich, przydatną lub nie, była niezwykła łatwość wyprowadzania uczulonego na złośliwości kapitana z równowagi.

2. Na każdą wiadomość odpowiadasz jak niewychowane bydlę.

Tooru był, krótko mówiąc, uzależniony od snapchata. Codziennie rano, czy to jadł parówki, jajecznicę, kanapki, ZAWSZE dzielił się ze znajomymi zdjęciami, uwieczniającymi jego życie. Przejażdżka rowerem? Świetny moment, by uchwycić swoje umięśnione nogi. Spacer z kuzynem? Nie mogło zabraknąć zdjęcia z dopiskiem “opiekunka na piątkę”. Zdarzało się, że rozgrywający w ciągu jednego dnia wysyłał Hajime około ośmiu selfie, począwszy od tych porannych, przez treningowe, skończywszy na niegrzecznych, wieczornych, podczas kąpieli.
Nic nie wskazywało na to, by atakującemu fotki przeszkadzały - do czasu aż Oikawa, wybierając się na poranny bieg, wysłał przyjacielowi zdjęcie swojej uśmiechniętej twarzy i napisem Miłego dnia, Iwa - chan!
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Czarnowłosy, dumnie zasłaniający swoją twarz długim, majestatycznym symbolem męskości (środkowym palcem), dopisał do fotki tylko dwa słowa.
Pierdol się.
Tooru, przypominając sobie tę nieczystą zagrywkę, tylko z dziwnym smutkiem na twarzy nabazgrolił kolejny punkt.

3. Nie podniecam cię.

W szatni po wyczerpującym treningu, na basenie, gdy woda z chlorem muskała jego mięśnie klatki piersiowej, czy podczas brania prysznica w szkolnej łazience, Tooru zawsze czuł na sobie wzrok Hajime. Beznamiętny. Zimny jak lód. Obojętny. Szary zjadacz chleba nie zrozumiałby, dlaczego zwykłe (w końcu facet patrzący łakomie na drugiego faceta nie jest zjawiskiem powszechnie normalnym i akceptowanym) zachowanie Iwaizumiego sprawiało rozgrywającemu aż taki ból. Sprawa wyglądała dosyć prosto: czarnowłosy nie obnosił się ich związkiem, czego Tooru kompletnie nie mógł zrozumieć. Prawdziwą twarz przyjaciel pokazywał dopiero, gdy byli sam na sam. W domu Oikawy. Na jego łóżku. W skotłowanej pościeli.
Hajime nie chciał przyznawać się przy innych do tej nie do końca przyjacielskiej relacji..
Za to szatyn, nieznający pojęcia intymność, wolał wyłożyć karty na stół i prosto z mostu powiedzieć głośno o tym, co wyprawiali w środku sypialni. Iwa – chan był prawdziwym diabłem, a jego piekielnie zawstydzające zachowania nie powinny przejść bez echa.
Kapitan Aobajōsai wyszedł z prostego założenia - Hajime nie przyznaje się do mnie w miejscach publicznych, więc po prostu go nie podniecam.
Na kartce pojawiły się kolejne dwa punkty.

4. Jesteś brzydki.

5. Tak naprawdę w ogóle cię nie obchodzę.

Sto siedemdziesiąt dziewięć centymetrów wzrostu, siedemdziesiąt dwa kilogramy, zgrabne łydki, bicki wielkości pomarańczy, kuszący, płaski brzuszek i czarne, krzaczaste brwi składały się na ideał, który, o zgrozo, był na wyciągnięcie ręki Tooru. Dosłownie. Tydzień temu, przykładowo, gdy tak się złożyło, że rodzice Oikawy wybyli na całonocną imprezę, ta realna perfekcja leżała tuż obok, roznegliżowana. I napalona.
Co nie zmieniało faktu, że Hajime był paskudny jak noc.

Oikawa jeszcze raz przeanalizował ostatni punkt i wiedział już, że nie ma innego wyjścia – musiał wstać, otrzepać tyłek, pójść do tego dupka i wszystko mu wygarnąć.
Piętnaście minut później był już pod jego domem, mokry jak po kąpieli, bo - jakżeby inaczej - od razu po wyjściu ze swojego mieszkania na podwórku rozpętała się straszliwa burza, trwająca dokładnie kwadrans. Załomotał w drzwi z jasnego drewna dwanaście razy - dokładnie tyle, ile liter znajdowało się w zdaniu “Iwa, ty kutasie”.
Zaspany przyjaciel stanął w końcu na progu i ze szczerym zdziwieniem, czego dowodziły jego półotwarte usta, zapytał:
– Gównokawa? Co ty tutaj robisz? – Tooru bez słowa wcisnął w jego głupie łapy wymiętolony i mokry kawałek różowego papieru. Hajime przeleciał wzrokiem po tekście, rzucając brązowowłosemu zirytowane spojrzenie.
– Tylko tyle? Powinienem uderzyć cię za stwierdzenie, że jestem brzydki – zmarszczył brwi, otwierając drzwi na oścież i zachęcając Oikawę ruchem ręki, by ten wszedł do środka, a nie stał na progu jak niedojebany słup soli. – Ale najpierw musisz się ogrzać, bo wyglądasz jak mokry, brzydki kundel.
– Jesteś niemiły. – Tooru rzucił mu obrażone spojrzenie.
– Na dodatek skończony chuj ze mnie, wiem. – Brunet przewrócił oczami. – Ruszaj się, bo inaczej…
– Bo inaczej?
– Ja ruszę czymś w tobie.
– Jak niegrzecznie, Iwa-chan!
– Och, przymknij się w końcu.

_______________

Oto i jest mój zbetowany fik sprzed roku. Enjoy! 8)

niedziela, 27 marca 2016

PLUSY I MINUSY RANDKOWANIA Z SHITTYKAWĄ

(GŁÓWNIE MINUSY)



Szczerze? Często miał wrażenie, że nie rozumie swoich własnych wyborów. Już nawet nie chodziło tylko o to, że woli mleko 3,2% od 2,0%, co - swoją drogą - było powodem ciągłych docinek w jego stronę (“Serio pijesz takie gówno?”). Od jakiegoś czasu zastanawiał się poważnie, po co w ogóle pchał się w związek z Oikawą. Ślubując mu dozgonną miłość, skazał się bezpowrotnie na targnie po sklepach, wspólne obserwowanie gwiazd i słodkie do porzygu spacery za rączkę. Co dostał w zamian? Nic – obecność tego denerwującego mazgaja się nie liczyła. Zero profitów. No, może z wyjątkiem cotygodniowego seksu-niespodzianki pod prysznicem.
– W jasnoniebieską kratkę czy w kropki? – Hajime machnął kilkoma wieszakami przed oczami Tooru. Chcąc nie chcąc, musiał kupić cokolwiek, by zapełnić zionącą pustką szafę.
– W obydwu będziesz wyglądać równie beznadziejnie, Iwa-chan!
– Stul pysk.
Kilka chwil potem stanął przed lustrem, obserwując, jak smukłe palce rozgrywającego zapinają powoli guziki koszuli. Oikawa wyglądał dość przystępnie w śnieżnobiałym kołnierzu, skrzętnie okrywającym jego pełną zasinień szyję. Już nie nonszalancko, ale grzecznie i poukładanie, nawet jego zazwyczaj zmierzwione włosy dzisiaj był uklepane grubą warstwą żelu.
Czarnowłosy jednym ruchem pozbył się swojego niebieskiego t-shirtu, przy okazji zdążywszy trzasnąć łokciem w szczękę Tooru, kompletnie bezwstydnie nucącego ciąg cyferek zapisanych na nadgarstku. Jąkająca się blondyna, która wcześniej ich zaczepiła, zdecydowanie nie próżnowała. Tylko się zgrywała, udając delikatnego kwiatuszka, potrzebującego opieki. W rzeczywistości bezpruderyjnie pochyliła się nad Oikawą, zapisała na dłoni swój numer i zadbała o to, by zobaczył jej tatuaż: wyjebane “Lollipop luxury” na rowku pomiędzy piersiami. Napisany Helveticą, rozmiar fonta 14 - prawdopodobnie.
A ten skończony dupek tylko uśmiechnął się i pokiwał do niej głową.  
Atakujący z niemałym trudem wcisnął się w nową koszulkę. Nieprzyjemną w dotyku, drogą i – przede wszystkim – piekielnie przylegającą. Mięsień piramidowy, prosty i skośny zewnętrzny przebijały przez materiał, sprawiając, że nagle w głowie Tooru mignęła seria nieprzyzwoitych scen. Pusty dom. Kuchnia. Oikawa siedzący na blacie, Iwa-chan pochylający się nad nim i muskający jego szyję swoim ciepłym oddechem. Następnie błoga cisza przerwana głośnymi skrzypami i piskami niedawno kupionej sokowirówki.
            Tooru otarł czoło. Wszechobecna w sklepie ciasnota tylko podkręcała jego wyobraźnię.
Owszem, dwa na dwa metry przymierzalni Italiano Fashion mogły zapewnić pełen komfort pobytu, gdyby nie to, że nie były przystosowane do funkcjonowania w towarzystwie irytujących podjednostek.
Co z tego, że utalentowanych? Śmieć (nieważne jak zdolny) to nadal śmieć.
Ten, na domiar złego, był wyjątkowo nieobliczalny.
Właśnie dlatego zmęczony zakupami Hajime nie spodziewał się, że smukła dłoń Tooru, sunąca przyjemnie po jego torsie, tak niespodziewanie zmieni tor lotu i złapie go za krocze.
– Co Ty odpierdalasz, Gównokawa? – odskoczył, a z wrażenia zachłysnął się własną śliną. Odświeżacz powietrza zamigotał niebezpiecznie, ostrzegając przed uwolnieniem kolejnej porcji duszących, fiołkowych oparów. – Chcesz kolejne kilka minut wdychać to cholerstwo?
– Nudzi mi się, Iwa-chaaan. Dłuższe przebywanie w towarzystwie takiej paskudy jak Ty nawet mnie potrafi zmęczyć – westchnął przygnębiony szatyn, drapiąc się zafrasowanie po głowie. – Chcę usiąść gdzieś w kawiarni, po dzisiejszym dniu bolą mnie nogi. I ręce. I głowa.
– A dupa po wczorajszej nocy nie? – Tooru tylko zacisnął zęby.
– Weź tę w czarne kropki – powiedział, odwracając się na pięcie.

Przeklęty Iwa-chan. Już nigdy, przenigdy nie zaproszę go do mojej jadalni.


_____________________


Jóme, dziękuję Ci za świetny szablon i pomoc w założeniu bloga. ♥
Aniu, jesteś najlepszą (nie)trzeźwą betą pod słońcem.